Arimendo Navajo
(z kalki języka navajo przełożył Jacek Trznadel)
NEANDERTALCZYCY
czy neandertalczycy zostali zbawieni
tam w urwistym jarze otoczeni
przez wrogie włócznie lecące kamienie
gdy promień słońca wdarł się jasny
a oni po tym promieniu uniesieni
gdzie? do nieba?
w górze zniknęli nagle?
ale może spaleni
przez prawdziwych ludzi
na godną ofiarę
najlepszemu najwyższemu bogu?
a jeśli po prostu zadeptani w glinie
razem z hominidami praludźmi z Sumatry
posłuchaj
przecież trwa ich rozpaczliwy krzyk
i płacz nad neandertalskim synkiem
pochowanym w pozycji embriona
w wianuszku leśnych kwiatów
czy mu przyznać iloraz inteligencji
wciąż zastanawia się teologia zbawienia
na domiar pismo nic o nich nie mówi
chociaż o wężach mówi i padalcach
CUMULUS
tato tato czemuś mnie opuścił
czemuś mnie matce zabrał
jakbyś nie potrafił
inaczej świata zbawić
ogłośmy go synem boga
nie ośmielą się więcej krzyżować
ogłośmy się dziećmi boga
może Śmierć się przestraszy
spłonęło czyste runo
zmilkło już beczenie
spaliła się skóra
palą się już kości
mój mniejszy braciszku
baranku biały
będzie z ciebie pogoda
idzie dym prosto do nieba
na wieczny cumulus
PANTA REI
a piesek co błagalnie zaglądał mi w oczy
przed śmiercią
a kotek choć bez łapki głęboko wierzący
w dalsze miauczenie
upominają się o wszystkie prawa żywych
i umarłych
choć wszyscy w węgiel będziemy zmienieni
królestwo ludzi zwierząt i kwiatów
wydziedziczeni czym się staniemy
według nakazów najwyższego prawa
przedtem sprawdzeni czarnymi znakami
liter na papierze przeznaczonych
na łatwy pokarm dla płomienia
niezdolnego nawet do napisania kropki
MANUFAKTURA
samotność podchodzi
jak woda do ust
wspinam się na palce
lecz już nie urosnę
tylko samotność trupa jest większa
choć tak pięknie płynie
bez peryskopu
w swoim podziemnym sosnowym okręcie
płyną eskadry
cargo drewna i ciał
każdą ilość przyjmie
powszechna
dobrze znana łaskawa
manufaktura śmierci
EX PROFUNDIS CLAMAVI
przyjm błaganie nasze
po stopniach się czołgające
do twojego tronu
Manetekelfaresie
od czego zależy
tych modlitw spełnienie
nim padnę trupem przed twoim ołtarzem
już wcześniej wiesz czego pragnę
i nic
tylko kciuk unosisz w górę i w dół
jakbyś masował stawy
POŻERANIE
prawdziwe i nieudane tercje kukułek
a zawsze cudowne
nagłe bębnienie deszczu po dachu
tuż po zapadnięciu zmroku
wspomnienie umarłego głosu matki
i skomlenie psa sprzed pół wieku
zamilkły dowód wierności
jak wyblakłe spłowiałe fotony
konstelacje zwierząt w nieludzkich mgławicach
galaktyczne wiry wszechświat w czarnej dziurze
ciemność całkowita i oślepła jasność
to wszystko pożera siebie
protony i kwadrony eskadrony węgla i wodoru
wszystkie zakrzywione kosmosy
kwanty i eony co zjadają siebie
tak dokładnie że powiedzieć:
nic nie pozostanie
jest już nadużyciem istnienia i mowy
bo śmierć wiekuista rządzi nami
i zawsze niesyta pożera
nie pożarta nigdy
GILOTYNA
ujrzyj piękno życia
masz chwilę
kosmos naprawia jeszcze gilotynę
on ją stworzył
dla dobra twojej głowy
natchniony najwyższym dobrem
pięknym dobrem z wysoka
a o to co będzie
gdy ono spadnie z obłoków
niech już nie boli cię głowa
ON PAMIĘTA
ten wszechświat co się stworzył
lub został stworzony
celowi raju cały poświęcony
na wacie nicości skrzętnie hodowany
a potem w czarną dziurę wrzucany
jak robaczek świętojański co mignął i zginie
tak moje życie ku rajowi płynie
moje życie ziemskie ukochane
i nie zagadać tego nadziejami
uwierzyć w boską nieuwagę
że in excelsis Deus
zapomni mnie zawołać do siebie przez śmierć
BALAST
sen miałem że idę
prawie że bezsenny
ku ukrytemu na wysokościach
temu dla którego
wonności Arabii.
"usłysz wołanie nasze"
niepojęty nieomylny
niezawodnie steruje
po czerwonym morzu krwi
z ludzkich serc
swoim dostojnym okrętem
wypełnionym balastem
białych ludzkich kości
KOŁYSANKA
na początku był chaos
i w chaosie był chaos
wszystko przezeń się stało
co się nie ostało
wszystko przezeń się stanie
co się nie ostanie
a co się nie stanie
już się nie odstanie
więc uśnij mój aniołku
kołysany kantyczką
na wieczne umieranie
(z kalki języka Navajo przełożył Jacek Trznadel)